Anna Staruch

Z NAKAZU PRACY I POTRZEBY SERCA

Wkrótce minie 50 lat od chwili, gdy absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie – Anna Staruch z nakazem pracy w ręku i ze świeżo poślubionym mężem Stanisławem (także nauczycielem) przy boku, meldowała się w gabinecie dyrektora II LO w Rzeszowie -Jana Kapałv, znanego działacza Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Ponieważ organizował szkołę o charakterze świeckim, dość sceptycznie więc przyjął młodą nauczycielkę historii, zwłaszcza gdy dowiedział się, że jest już mężatką i że wzięła oba śluby: – cywilny i kościelny.

Okazał się jednak przyjazny młodej parze nauczycielskiej i zaangażował się w znalezieniu dla nich mieszkania. Wpierw udostępnił im salkę szkolną, zaś później pomógł uzyskać mieszkanie z przydziału. Młodzi dość szybko odwdzięczyli się ratując szkołę przed pożarem, który wzniecił uczeń niedopuszczony do matury.

GEN PEDAGOGICZNY I SPOŁECZNIKOWSKI

Anna Staruch urodziła się w 1932 r. w Szpicy k. Lublina, gdzie oboje rodzice byli nauczycielami. Nie tylko uczyli dzieci, ale także szerzyli oświatę wśród ludu, organizowali czyny społeczne i zakładali komitety elektryfikacji wsi. Przerzucano ich więc z miejsca na miejsce, aż w końcu wylądowali w Lublinie, gdzie Anna zdała maturę.

Choć matka planowała inny zawód dla córki, niż sama wykonywała i twierdziła, że wpierw wyrośnie jej kaktus na dłoni, niż Ania zostanie nauczycielką, jednak córka wybrała historię na WSP w Krakowie. Dlaczego wybrała ten zawód i ten kierunek? Powodów było niemało. W czasie okupacji była świadkiem i ruchu partyzanckiego i okrucieństw hitlerowców. Widziała Żydów przywożonych do obozu w Majdanku i zapamiętała straszny obraz głowy Cyganki, roztrzaskanej przez nazistę. To wtedy nabrała przekonania, że tylko jako nauczycielka historii będzie mogła opowiadać młodzieży o tym, co sama widziała i przeżyła. I że będzie mogła kształtować wśród młodych postawy patriotyczne.

Praktyka potwierdziła słuszność wyboru. Życie, mimo różnych zakrętów w dziejach naszego narodu, dostarczyło Pani nauczyciel wielu argumentów za i przeciw jej młodzieńczej decyzji. Nie wystarczało jej, podobnie jak i rodzicom, samo nauczanie. Zawsze potrzebowała szerszego pola działania. W 1957 r. ukończyła II stopień studiów i została wizytatorem metodykiem nauczania historii w województwie. Po 24 latach pracy w II LO (gdzie miała szczęście pracować przez wiele lat pod kierownictwem wspaniałego dyrektora, człowieka o ogromnej wiedzy, Romualda Rodzonia), powołano ją na wicekuratora w Rzeszowie (1977-1982). Od 1982 r., aż do przejścia na emeryturę w 1989 r. była dyrektorem Zespołu Szkół Ekonomicznych. A po drodze była też posłem IX kadencji (1985-1989).

NAKAZ ZAMIENIŁA NA SERCE

Do Rzeszowa przyszła z nakazem pracy, ale nie tylko. Trafiła tu z wyboru, ponieważ jako najlepsza studentka miała prawo wybrania miejsca pracy. Do Rzeszowa ściągnęła także rodziców, bo matka przecież pochodziła stąd, a ojciec z niedalekiego Tarnowa. Została tu – jak przyznaje – bo polubiła to miasto, jego ludzi i historię.

Wciąż działa, m.in. w Towarzystwie Przyjaciół Rzeszowa, w samorządzie osiedlowym, Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jest inicjatorką i organizatorką wielu konkursów o Rzeszowie t jego dziejach. Dzięki jej propozycjom młodym nauczycielom łatwiej jest realizować programy regionalne.

PYTANIA O…

Jej życiową maksymą było i jest dobrze wykonywać swoje zadania zawodowe i rodzinne, być uczciwą wobec siebie i innych ludzi oraz wobec ojczyzny. Ocenia, że udawało się jej realizować te zamierzenia, chociaż były momenty niepewne, a niektóre sprawy potoczyły się inaczej, niż to sobie wymarzyła. Wciąż dręczą ją wyrzuty sumienia z tego powodu, że nie dopuściła kiedyś do matury ucznia tylko ze swojego przedmiotu. Widzi tego ucznia i uważa, że popełniła wtedy błąd i poniosła porażkę pedagogiczną.

Zadaje sobie wciąż wiele pytań o to – czy zostało w uczniach coś z tego, co im dawała? Przyznaje dziś – Wiedziałam za mało, by uczciwie przekazać prawdę. Dzisiaj robiłabym to inaczej. Stopniowo dojrzewała i stawała się bardziej świadoma tego, w czym uczestniczyła ona sama oraz jej pokolenie.

Wie też na pewno, że pod żadnym pozorem nie opuściłaby swego kraju. Była przez 3 lata w tamtej dla wielu „ziemi obiecanej” (USA i Kanadzie), ale nie zostałaby tam na stałe za żadne skarby świata.

Marzy, by móc jeszcze raz, teraz właśnie, stanąć przed klasą i powiedzieć to, co wie, co czuje. Zainteresować ich losami ojczyzny tak, by z błyskiem w oku słuchali, a potem włączyli się w procesy przebudowy kraju.

RODZINA

Posłem była w trudnym okresie, gdy toczyła się walka o rejestrację „Solidarności”, gdy obradował Okrągły Stół. Wielu parlamentarzystów nie rozumiało wtedy istoty przemian, ani ich potrzeb. Była wśród tych, którzy popierali nowe rozwiązania i przemiany, m.in. należała do inicjatorów przywrócenia święta narodowego w dniu 11 listopada.

Okres posłowania wymagał olbrzymiego wysiłku i świetnej organizacji pracy. Musiała bowiem znaleźć czas i siły na kierowanie dużą szkołą (udało się to dzięki wspaniałym zastępcom i całemu zespołowi nauczycielskiemu) oraz na organizację domu. Krążyła stale między Warszawą i Rzeszowem. Wytrzymała to fizycznie i psychicznie. Potrafiła pogodzić obowiązki zawodowe i społeczne z rolą matki i gospodyni domu.

Dom zawsze musiał być miejscem ciepłym i zadbanym. Pewno, że przez 14 lat pomagała matka. Dzisiaj ma doskonałe kontakty z dwiema wnuczkami. Śmieje się, że rozdzieliła nawet role – ja je kocham, a rodzice wychowują.

Z natury jest optymistką i osobą przyjazną ludziom. Cieszy się z każdego osiągnięcia rodziny i wtedy, gdy byli uczniowie przyznają się do niej i wspominają miłe chwile spędzone w szkole oraz to, co zawdzięczają swojej nauczycielce historii.