Julian Trojanowski

NESTOR RZESZOWSKICH POLIGRAFÓW

Julian Trojanowski

„Pojęcie młody, stary, w dojrzałym życiu jest względne. Ja w odniesieniu do siebie mówię po prostu – wcześniej urodzony. Z osiem dziesiątek lat życia (kończę je w listopadzie) 49 lat przepracowałem zawodowo, a w tym 39 w Rzeszowskich Zakładach Graficznych” – pisze Julian Trojanowski w swoim życiorysie.

Jego wielka przygoda z drukarnią w Rzeszowie zaczęła się w 1947 r. i trwała nieprzerwanie do 1 kwietnia 1985 r., to jest do przejścia na emeryturę. W praktyce przygoda ta trwa nadal, ponieważ pan Julian wciąż jest aktywny i obecny na polu wydawniczym. Trudno sobie wyobrazić, bez jego udziału, jakiekolwiek wydawnictwo Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa czy pismo „Echo Rzeszowa”.

Jest „pniokiem”, osiadłym w Rzeszowie z dziada pradziada. Urodził się na Budach, od 1952 r. mieszka w Staromieściu. Tylko przez dwa lata wojny był nieobecny nad Wisłokiem, ponieważ Niemcy wywieźli go na przymusowe roboty.

Do zawodu poligrafa trafił z wyboru. Od najmłodszych lat interesował się książką i jej powstaniem. Kiedyś wydawano ją w formie broszury, często nie obciętej, wymagała więc oprawy. W 1939 r. ukończył naukę zawodu introligatora i podjął pracę w drukarni. W latach 60. ukończył zaocznie pomaturalną szkołę techniczną i uzyskał tytuł technika poligrafa.

Przeszedł wszystkie szczeble kariery w swoim zawodzie: od introligatora po stanowisko dyrektora ( w latach 1953 – 1968 i 1981 – 1985). „Po drodze” był kalkulatorem, kierownikiem zakładu, planistą, zastępcą dyrektora ds. ekonomicznych. Pracę w tym zawodzie traktował jako swój wkład w tworzenie trwałych dóbr kultury i nauki, bo przyczyniał się do powstawania książek i czasopism. Największą przygodą w życiu i wyzwaniem był okres dyrektorowania i budowania nowoczesnego obiektu poligraficznego.

W dziejach miasta i województwa były dwa ważne wydarzania z tego zakresu: rozpoczęcie wydawania w Rzeszowie dziennika „Nowiny Rzeszowskie” (15.09.1949 r.) oraz oddanie do użytku Zakładów Graficznych. W obu uczestniczył i w obu zostawił cząstkę swej pracy. Pierwsza decyzja o budowie Zakładów Graficznych zapadła w 1952 r., ale trzy lata później skreślono tę inwestycję z planu. W zamian postawiono tymczasowy barak obok PKO (ten barak stoi jeszcze i jest użytkowany). Dopiero w 1962 r. rozpoczęto budowę dzisiejszego dużego obiektu, który miał zaspokoić nie tylko potrzeby i ambicje Rzeszowa, lecz również rozwiązać problem krajowy.

Dzisiaj patrzy na tamte czasy i osiągnięcia z pewnym dystansem, właściwym człowiekowi doświadczonemu, który niczemu nie dziwi się. Jego dewizą było: „nie ma cudów, nikt niczego nie da za darmo”. Tłumaczył to załodze, gdy ta domagała się podwyżek, a brakowało wtedy pieniędzy na wszystko, bo trzeba było wyposażyć zakład w nowoczesne, drogie urządzenia, przeszkolić pracowników, pozyskać fachowców spoza Rzeszowa, szczególnie do techniki offsetowej, po raz pierwszy tu stosowanej. Udało się wykupić 40 mieszkań dla fachowców, przybyłych tu z innych ośrodków kraju.

Drukarnię traktował jak własną. Nie liczył się z czasem ani pracą. Dążył do tego, by zakład stał się jednym z lepszych w kraju.

Ze stanowiska odszedł, gdy oddał zakład do użytku. Taka była praktyka wówczas. Wiedział o tym. Został więc zastępcą ds. ekonomicznych i był nim przez 13 lat, by na końcu zamknąć swoją przygodę z RZG. Dzisiaj patrzy na obiekt i zakład pracy z satysfakcją, że nie zmarnował tej szansy, jaką życie mu dało, i że mógł zrobić coś pożytecznego dla swojego miasta.

Nie ograniczył się tylko do zawodowej pracy. Aktywnie uczestniczył w życiu społecznym miasta. Przez 43 lata pracował w komisjach wyborczych. Działał w Towarzystwie Przyjaciół Nauki i Sztuki, później w Towarzystwie Naukowym w Rzeszowie, a gdy ich nie stało, włączył się do pracy w Towarzystwie Przyjaciół Rzeszowa. Jest wiceprzewodniczącym jego zarządu już drugą kadencję oraz inspiratorem wielu jego edytorskich poczynań. Umiłował to miasto.