Ryszard Korczowski

RZESZOWIANIN Z KONKURSU

Ryszard Korczowski

DR HAB. NAUK MED. RYSZARD KORCZOWSKI — ORDYNATOR ODDZIAŁU PEDIATRII W SZPITALU WOJEWÓDZKIM NR 2 w RZESZOWIE – WRÓSŁ w NASZ GRÓD I CZUJE SIĘ WSPÓŁODPOWIEDZIALNY ZA JEGO ROZWÓJ. W 1996 R. OTRZYMAŁ NAGRODĘ MIASTA. A RZESZOWIANINEM ZOSTAŁ Z KONKURSU.

Życie swoje dzieli na trzy etapy. Urodził się w Tarnopolu. Po wojnie cała rodzina została repatriowana do Bytomia, mając do dyspozycji pół towarowego wagonu na przewiezienie całego dobytku.

Etap drugi to Bytom. Tam zdał maturę, stamtąd jeździł tramwajem nr 32 do Śląskiej Akademii Medycznej w Rokitnicy, gdzie podjął studia na wydziale lekarskim, a potem przez 11 lat do Kliniki Dziecięcej w Zabrzu (też tramwajem, tylko nr 5).

Etap trzeci związany jest już z Rzeszowem. Rozpoczął się od wygrania konkursu na ordynatora Oddziału Dziecięcego w Szpitalu Wojewódzkim przy ul. Szopena. Dr R. Korczowski konkurs wygrał, lecz gdy po raz pierwszy przyjechał do Rzeszowa i zobaczył dworzec bez peronów, krowy spacerujące po ulicach, po prostu pipidówkę w porównaniu z miastami Śląska, chciał szybko wycofać się z umowy. Ale nie pozwolił na to ówczesny kierownik Wydziału Zdrowia Prezydium WRN Czesław Petecki, śląc do Bytomia list za listem, telegram za telegramem. Nęcił lokalem mieszkalnym, proponował do wyboru aż sześć. R. Korczowski zrozumiał wtedy jedno – chcą mnie w Rzeszowie, jestem tam potrzebny, władze mają ambicję uczynienia z tego miasta autentycznej stolicy województwa, potrzebują fachowców chętnych do działania. A takim się czuł. Złamał się, zaryzykował i przyjechał nad Wisłok z żoną swoim zielonym moskwiczem.

Miał wówczas 34 lata. Na szczęście trafił w szpitalu na młody zespół ambitnych lekarzy, z którymi wspólnie dźwignął zapyziałą pediatrię do rangi nowoczesnego oddziału nie ustępującego dzisiaj innym w Polsce.

Okres romansu Akademii Medycznej w Krakowie z Rzeszowem sprzyjał wielu sprawom. Najpierw przysyłano studentów na praktyki, później doszło nawet do utworzenia Instytutu Medycyny Klinicznej w Rzeszowie. A to mobilizowało lekarzy do podnoszenia kwalifikacji. Dr R. Korczowski habilitował się w 1973 r., potem otrzymał etat docenta, wreszcie tytuł profesora.

Dzisiaj chlubi się liczbą ponad 100 pediatrów wykształconych bezpośrednio przez siebie. Szczególnie cieszy się z tego, że zdołał wyprowadzić oddział z bardzo ciasnych, paskudnych pomieszczeń w starej, pożydowskiej kamienicy do nowoczesnego obiektu i zorganizować na miarę najlepszych w kraju ośrodków tego typu. Na początku musiał bardzo ostro walczyć z władzami, ponieważ w projekcie budowy nowego szpitala nie przewidziano pomieszczeń dla pediatrii. Dopiero w czasie realizacji budowy udało mu się uzyskać zgodę władz oraz środki na powiększenie obiektu o dodatkowe budynki.

Dziś rzeszowska pediatria i jej ordynator stali się dobrą wizytówką naszego miasta i regionu w kraju, a nawet poza granicami. Zostali wysoko ocenieni przez autorytety środowiska lekarskiego w Polsce. Prof. R. Korczowski już przez cztery kolejne kadencje pełni funkcję członka ZG Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, jest jedynym przedstawicielem z Polski w agendzie Unii Europejskiej CESP w Brukseli, wchodzi też w skład komitetu naukowego „Przeglądu Pediatrycznego”. Przez wiele lat był również konsultantem wojewódzkim w Rzeszowie, ale niedawno odwołano go z tej funkcji, gdyż przestał się komuś podobać.

Jest nadal członkiem Rotary Club, który działa w Rzeszowie od 1994 r. Należą do niego wyłącznie panowie materialnie niezależni, wyróżniający się wysokim poziomem etycznym. Każdy musi wyrazić wolę czynienia dobra, bo działają wedle zasady – co dobrego można zrobić w swoim środowisku. Są wśród nich prawnicy, lekarze, artyści, dziennikarze, biznesmeni. Nie wszyscy są bogaci. Ostatnio wsparli domy dziecka i powodzian. Dzięki środkom rotarian rzeszowska pediatria otrzymała aparat Holtera do badania serca, a wkrótce uzyska dwa dalsze urządzenia, na zakup których szpital nie ma pieniędzy. Międzynarodowa rotariańska społeczność finansuje także szczepienia przeciw chorobie Heine-Medine”a.

W rozmowie nie omieszkał podkreślić, że wybór  zawodu był nader trudny dla maturzysty Korczowskiego, który zdał egzamin wstępny i na wydział lekarski AM i do Konserwatorium Muzycznego na śpiew solowy. O wyborze zdecydowały konkretność zawodu, bliskość uczelni i pewniejsza perspektywa życiowa. Nie żałował nigdy tej decyzji. Lubi pracę z dziećmi, a pięknego melodyjnego głosu (tenor) doktora miałem okazję posłuchać na spotkaniach w domu państwa Lipińskich, kiedy to w duecie z młodszym synem Mariuszem wspaniale śpiewali.

Profesor jest częstym bywalcem w teatrze i w filharmonii. Zna się na kulturze, umie ze znawstwem ocenić dorobek artysty. Poczesne miejsce w jego życiu zajmował i nadal zajmuje również sport i turystyka. Kiedyś były to narty, pływanie i siatkówka (zawodnik i trener AZS Rokitnica), teraz grywa w tenisa i uprawia turystykę pieszą. Co roku w czerwcu, gdy szlaki są puste i cisza panuje na turystycznych szlakach, razem z żoną Marią wędruje z plecakiem na ramieniu od schroniska do schroniska, najchętniej przez Beskid Śląski i Żywiecki. Wierny też pozostał Solinie. Początkowo było to wędkowanie i narty wodne, obecnie jacht (nie własny) i pływanie w zalewie (mimo zakazu).

Dobry nastrój i zadowolenie z osiągnięć w pracy szpitalnej mąci niepokój o przyszłość, a więc pytanie – jak to będzie po wejściu w życie reformy służby zdrowia? Czy nowe warunki pozwolą na utrzymanie obecnego poziomu rzeszowskiej pediatrii i na dalszy jej rozwój?

Dlatego wspólnie z Profesorem wzdycham słowami modlitwy, „rządy światłych i szlachetnych ludzi daj nam Panie”. Profesor z natury jest optymistą i wierzy, że wszystko ułoży się korzystnie. Pomogą -jak zawsze – wspaniali ludzie, z których słynie ta ziemia.

Ceni sobie bardzo ludzi z poczuciem humoru. Dlatego na drzwiach gabinetu pomieścił tabliczkę, którą otrzymał od przyjaciół, z następującą przestrogą: „Szanuj szefa swego, możesz mieć gorszego”.

Marzy o tym, by Rzeszów doczekał się Uniwersytetu oraz wszystkich połączeń z resztą kraju, poprzez czynne stale lotnisko i wybudowaną autostradę. Oczekuje, by Jego synowie (ma ich dwóch) zarabiali więcej niż 1/10 płacy ich odpowiedników na Zachodzie (sam zdołał osiągnąć tylko tę 1/10). Dla siebie zaś pragnie zdrowia takiego, jakie ma dziś, co najmniej przez najbliższe 30 lat.