Jan Irzyński

Harcmistrz Jan IRZYŃSKI swój życiowy romans z harcerstwem zaczął w 1945 r. w Szkole Podstawowej w Trzcianie. Tam przeszedł pierwsze harcerskie wtajemniczenia i tam też zdobywał kolejne sprawności. Był w tej szkole zastępowym, przybocznym i drużynowym. Gdy na kursie drużynowych w Szymbarku k. Gorlic w 1947 r. poznał komendanta rzeszowskiego Związku Harcerstwa Polskiego – Stanisława NOWAKOWSKIEGO i jego zastępcę Antoniego GROMSKIEGO, obaj stali się dla młodego Janka wzorem harcerza.

TRUDNE LATA

Urodził się w 1931 r. w Wilnie. Ojciec był zawodowym wojskowym, pogranicznikiem, matka nauczycielką. Los wojenny rzucił ojca na Syberię, a potem z armią Andersa na Zachód. Jan z matką do 1945 r. żyli w Kozianach w woj. wileńskim, gdzie w przypływie odruchu sympatii do dziecka zatrzymał ich enkawudzista (miał dzieci w podobnym wieku) i nakazał matce, by uczyła dzieci w miejscowej szkole.

W 1945 r. przyjechał z matką do Trzciany, bo tu mieli rodzinę. Po ukończeniu szkoły podstawowej zaczął uczęszczać do II LO w Rzeszowie, ale na rok przed maturą – w 1950 r. został aresztowany i po długim oraz ciężkim śledztwie skazany na 3 lata więzienia oraz 1 rok pozbawienia praw obywatelskich. Oskarżono go o rzekomą wrogą działalność propagandową przeciw PRL.

Odsiedział cały wyrok. Po wyjściu z więzienia długo nie mógł znaleźć pracy i dopiero dyrektor Liceum Korespondencyjnego, a równocześnie działacz Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego Stanisław Piątek, przyjął go na etat starszego woźnego-informatora w PTTK. Zdał maturę systemem eksternistycznym, a potem egzamin na prawo w UJ. Niestety, nie przyjęto go z powodu wilczego biletu, jaki mu ówczesna władza wydała. Pani w ministerstwie, gdzie szukał wytłumaczenia, powiedziała wprost – „ja siedziałam przed wojną, pan teraz i jeszcze ojciec jest za granicą. Nie może pan otrzymać zgody na studia. Nie podejmował więc dalszych prób sforsowania bram wyższych uczelni.

ZNÓW W HARCERSTWIE

Po odwilży w 1956 r„ zaproponowano mu pracę w ZHP i został komendantem Hufca Rzeszów-Powiat, a potem kierownikiem Wydziału Kształcenia w Komendzie Chorągwi. W sumie 9 lat przepracował na harcerskim etacie, zaś w latach 1957-1959 reprezentował nawet rzeszowskie harcerstwo w Radzie Naczelnej ZHP i to razem ze swoimi mistrzami – Stanisławem Nowakowskim i Antonim Gromskim. Był też członkiem Komendy Chorągwi i pełnił społecznie wiele funkcji w harcerstwie. W 1965 r. przeszedł do pracy w WSS „Społem”, gdzie wytrwał do emerytury w 1997 r.

Dzisiaj znów jest w Komendzie Rzeszowskiej Chorągwi ZHP społecznie pełniąc funkcję zastępcy komendanta. Stał się wzorem harcerskiego postępowania i pomostem między dawnymi a obecnymi czasy.

HARCERSTWO TO JEGO PASJA

Co trzyma go w harcerstwie? Według niego jest to organizacja, która nie tylko wiąże uczuciowo, ale przede wszystkim kształtuje u młodych ludzi umiejętność życia w różnych warunkach, wpaja poczucie odpowiedzialności za ojczyznę oraz uczy współżycia z innymi, a także sprawnego działania i sztuki organizacji. Sam zdobywał wszystkie stopnie harcerskich sprawności, a nawet coś więcej, ponieważ przeszedł gehennę niesłusznych oskarżeń, śledztwo i więzienie. A potem także okres szukania dla siebie miejsca w życiu. Szukać go musi w społeczeństwie, którego nigdy nie zawiódł, a którego niektórzy przedstawiciele tak popsuli mu życiowe plany.

Przetrwał i pokonał te wszystkie przeszkody i dyskryminacje dzięki wartościom, które wyniósł z harcerstwa i z domu rodzinnego: dyscypliny, umiejętności pokonywania trudności, miłości do ojczyzny i wiary w ludzi. Zawsze szukał tej dobrej strony w człowieku, nawet u prześladowców.

3 lata temu odbył się jego sądowy proces rehabilitacyjny. Uznano, że był ofiarą prześladowań i niewinnie skazanym. Zapoznał się też ze swoimi aktami w IPN. Poznał po latach, kto był przeciwko niemu. Nie ma dzisiaj ani żalu, ani pretensji do tych ludzi, stara się nawet zrozumieć motywy ich ówczesnego postępowania. Może byli słabego charakteru, może bali się czegoś, a może przymuszono ich w jakiś perfidny sposób? W Polsce trwają procesy lustracyjne. Irzyński nie szuka winnych, nikogo nie oskarża i niczego nie ujawnia.

Pytam – czy pisze pamiętnik? Nie zdecydował się na pisanie (mimo wielu zachęt ze strony przyjaciół), bo mógłby pisać tylko prawdę, bez upiększeń, ale wtedy trzeba by przywołać wiele zdarzeń oraz ich faktycznych sprawców lub tylko domniemanych. Nie zawsze jest to proste. Boi się, że mógłby niechcący kogoś skrzywdzić, rzucić cień podejrzeń. A żyją przecież ich dzieci, wnuki i rodziny. Oni nie mogą ponosić odpowiedzialności za tamtych.

POZYTYWNIE MYŚLĄCY

Jest zadowolony z tego, co udało mu się osiągnąć w życiu. Pewno, że mogło tego być więcej i inaczej. Ale los zrządził właśnie tak, a nie inaczej.

W 1965 r. ożenił się, ma dwie córki bliźniaczki. Obie ukończyły studia wyższe i pracują. Ani żona, ani córki nie należą do harcerstwa tylko on cieszy się mirem w harcerskim instruktorskim gronie. Jest autorytetem żywym, który na własnej skórze doświadczył wiele, a mimo to nie stracił wiary w sens i siłę harcerskiego przyrzeczenia. Młodym przekazuje wiedzę o organizacji i o jej ludziach, o tych którzy ją tworzyli i bronili.

Ma swoje hobby – historię, a szczególnie historię wojskowości z okresu I i II wojny. Dostrzegł pewną prawidłowość, a mianowicie to, że większość wojskowych w tym i generalizacji, przeszła przez skauting lub harcerstwo, które było na pewno elitarne, ale tylko w sensie wymagań, jakie stawiało każdemu, a nie dostępu.

Boleje nad tym, że nasze państwo odpuściło sobie harcerstwo pozostawiając je samemu sobie na wolnym rynku ekonomicznym. Każe zdobyć złotówki na akcję wypoczynkową, tak można było to robić wcześniej z uzyskiwania sprawności. Państwo – jego zdaniem – zapomniało o podstawowej odpowiedzialności za wychowanie młodego pokolenia i obowiązku wspierania procesu wychowawczego. Tak było przed wojną i podobnie w PRL (może wtedy przeginano trochę strunę w stronę ideologii i polityki).

Liczy, że wśród działaczy harcerskich, dzisiaj podzielonych na kilka organizacji według nieco dziwnych kryteriów, a czasem i ambicji osobistych, dojdzie do porozumienia i zjednoczenia. Bo obecna sytuacja nie ma sensu i nie przynosi korzyści młodzieży. Ma nadzieję, że doczeka takiego momentu.