PISAĆ KAŻDY MOŻE…

PISAĆ KAŻDY MOŻE…
     Zainicjowane w ubiegłym roku i zorganizowane przez Towarzystwo Przyjaciół Rzeszowa obchody 70. rocznicy ustanowienia Rzeszowa stolicą województwa podziałało na lokalny taliban dziennikarski bardzo mobilnie. Zwłaszcza dwóch, najbardziej ortodoksyjnych jego przedstawicieli, zapiało świętym oburzeniem, doszukując się w obchodach jakichś intencji istniejących jedynie w ich ideowo zbełtanej i zainfekowanej nienawiścią wyobraźni. Jeśli nie ma się czego czepić, to należy czepić się tego, co jest. Ot co! A Rzeszów tę historyczną szansę uzyskał od wrednego dla nich PKWN. Ci historycy wywodzący się z lumpeksu zabrali się do poniewierania organizatorów i samej idei z taką finezją, jakby obcinali paznokcie siekierą. Zgodnie z najlepszymi wzorcami propagandy PRL z lat pięćdziesiątych i wczesno sześćdziesiątych.
     Z jednym z nich podjąłem od razu polemikę bez nadziei na jakikolwiek skutek, gdyż jego ortodoksyjnych poglądów nie da się nijak zresetować. Dostał od kogoś instrukcję obsługi historii oraz zdarzeń i tego trzyma się jak Macierewicz smoleńskiego zamachnięcia, a rzep psiego ogona. Z Jaromirem Kwiatkowskim, twierdzącym, że „lewica zakłamuje historię”, nie zamierzałem wdawać się w cokolwiek, bo dzieli on wszelkie treści na własne i błędne. Zresztą, gdy czyta się takie brednie, to nawet ateiści zaczynają modlić się o łaskę oświecenia go przez Ducha Świętego.
     Skoro jednak Towarzystwo Przyjaciół Rzeszowa przygotowuje obchody równiez 71. rocznicy, nie mam wyjścia. Muszę uprzedzić kolejną erupcję jego cenzorskich i bluźnierczych talentów, a tym samym uodpornić Czytelników na spodziewane dalsze idiotyzmy w tym względzie. Ciekaw jestem z czyjego palca je tym razem wyssie. Na początek mam estetyczną prośbę do redaktora Kwiatkowskiego. Jeśli już przytacza treść pomieszczoną na rocznicowym plakacie, niechaj czyni to bez błędów ortograficznych, ponieważ takich tam nie było. We własnym tekście może je popełniać do woli, nie mam nic przeciwko temu. Jestem nawet za.
     Koncert na miejskim rynku nie był najważniejszym elementem jubileuszowych obchodów, chociaż ciekawym. Tę rolę spełniała sesja popularna w rzeszowskim ratuszu. Wszystkie sensowne (szkoda, że nieliczne) fragmenty pisaniny redaktora Kwiatkowskiego są jakby żywcem zaczerpnięte z treści wygłaszanych referatów, choćby prof. Włodzimierza Bonusiaka. Organizatorom chodziło wyłącznie o określenie historycznego znaczenia faktu ustanowienia Rzeszowa stolicą województwa, pomimo agresywnych przeciwdziałań ze strony Krakowa i Lublina. Ten wyłącznie fakt był motywem przewodnim całości. I to, redaktorze, ma być „hucpa i bezczelne gloryfikowanie PRL-u”, którego, nota bene, wówczas jeszcze nie było? Chyba pan w niemowlęctwie nieszczęśliwie wypadł z kołyski na głowę. Dorobił pan organizatorom, z sobie tylko znanych pobudek, polityczny garb w postaci rzekomej apologezy: sowietów, PKWN, NKWD, grupy kujbyszewskiej, niszczycieli podziemia prolondyńskiego. To już są schizoparanoidalne zwidy, wymagające pilnej diagnozy specjalistycznej, dla dobra otoczenia i samego redaktora. Kto i w którym momencie coś takiego podczas obchodów uczynił? Kto to czcił? Czymś takim może pan straszyć tramwaje, a nie normalnych ludzi. Te zabiegi tak wyglądają, jakby rabini orzekali, ze świnia jest w połowie rybą.
     Nie tak dawno, bo w 2008 roku, obchodzono w Rzeszowie 150-lecie kolei. Czyżby również było to złe, czyli hucpa i gloryfikowanie zaborcy austriackiego? Przecież on tę kolej zbudował i to nie z miłości do rzeszowian, ale ze względu na własne interesy, a zwłaszcza konieczne potrzeby militarne. Lecz dla miasta było to przecież niezwykle doniosłe otwarcie okna na ówczesny świat, również i swoista nobilitacja. I to właśnie było treścią jubileuszowych obchodów, bo to należy doceniać, a nie ideowo-polityczne dyrdymały wyplatać. Bo inaczej, trawestujac papieża Franciszka, pozostaje tylko historyczny alzheimer. Czego redaktorowi nie życzę, bo go już posiada. Oby to nie była przypadłość zakaźna.
     Jeśli dziennikarz zaczyna jakąś kwestię bezosobowo od informacji, że w Rzeszowie słyszy się komentarze, to znaczy, że zmyśla i nie może podać ich zródła, bo magla i budki z piwem już trudno uświadczyć. Chodziło redaktorowi o to, iż w swoim widzie uważa te obchody za zasłyszaną właśnie kampanię wyborczą Zdzisława Daraża, chociaż ten nigdzie nie zamierzał kandydować. No i jak tu wierzyć nieistniejącym komentarzom? Bardzo pan Kwiatkowski nie lubi prezesa Daraża, zarządu TPRz i całego Towarzystwa. Jakoś to przebolejemy. Przecież nie startujemy w konkursie piękności. My mu jednak, zgodnie z przykazaniem bożym o miłości bliźniego, przekazujemy znak pokoju. I szczerze życzymy, aby mu przestało wszystko kojarzyć się z wredną komuną, NKWD i zbrodniami. Jak nie przymierzając szeregowemu Kutaśce z Kołomyi, któremu wszystko kojarzyło się z kobiecą częścią ciała, gdzie kończy się szlachetna nazwa pleców. Było to przynajmniej nieszkodliwe.
     Sporo też nawtykał prezydentowi Ferencowi, którego jeszcze bardziej nie lubi, w odróżnieniu od rzeszowian, ludzi z Polski i nie tylko. Uważa go za wrzód na zdrowej, pisowskiej tkance ludu bożego Podkarpacia. Nie ma znaczenia to, że jest najlepszym włodarzem miasta w Polsce w całym 25-leciu, że jego gospodarską rękę widać na każdym kroku. Ale ma lewe papiery i szlus. Wspomniany jubileusz, według redaktora Kwiatkowskiego, powinien prezydent obchodzić za własne pieniądze, a nie magistrackie. Za te powinien z pewnością dofinansować pielgrzymkę, ufundować biust redaktora i wmurować w ratusz lub kupić bułki dla bezdomnych. Co za idiotyzm!
     Nie mógł Jaromir Kwiatkowski nie wpisać w zohydzany jubileuszowy pejzaż pomnika Walk Rewolucyjnych, a jakże. W dodatku nazwał go „koszmarkiem prof. Mariana Koniecznego”. Głębia myśli jak w kałuży. Pomnik budzi kontrowersje, ale nie ze względu na artystyczny kształt, lecz polityczne uwarunkowania. Nie słyszałem żadnej negatywnej opinii artystycznej od któregokolwiek ze znawców sztuki. Ale cóż tam jacyś plastyczni dyletanci! Redaktor jest znawcą ponad znawcami, wie najlepiej. Megalomania w krystalicznie czystej formie! Może jednak warto by skorzystać z doświadczenia deputowanych kirgiskiego parlamentu i zarżnąć 7 baranów ofiarnych w intencji przepędzenia złych duchów od Jaromira Kwiatkowskiego?
     Na zakończenie ma on jeszcze życzenie, aby już nigdy nie pojawiały się pomysły uhonorowania Kruczka ulicą i organizowania imprezy firmowanej przez Towarzystwo Przyjaciół Rzeszowa. My dla odmiany niczego złego mu nie życzymy. Wręcz przeciwnie – szczęścia i zdrowia, bo na cokolwiek innego za późno. Tak, jak o sile Herkulesa świadczy jego maczuga w Ojcowie, tak o sile oddziaływania redaktora świadczy fakt, że odbędą się obchody 71. rocznicy ustanowienia Rzeszowa stolicą województwa, na które serdecznie go zapraszamy. No i co? Znowu udało mu się świetnie zmarnować swoje miejsce medialne.
                                                                                                                 Roman Małek